Violetta Villas
Z Wikipedii
| Violetta Villas | |
| Imię i nazwisko | Czesława Cieślak |
| Data i miejsce urodzenia | 10 czerwca 1938 Liège, Belgia |
| Zawód | piosenkarka, aktorka |
Violetta Villas, właściwie Czesława Cieślak (ur. 10 czerwca 1938 w Liège w Belgii) - polska piosenkarka, aktorka, kompozytorka, autorka tekstów. Jej głos charakteryzuje się jako sopran koloraturowy o rozszerzonej skali, obejmującej 4 oktawy[1].
[edytuj] Dzieciństwo
Dzieciństwo spędziła w Belgii, ojciec Bolesław Cieślak był górnikiem, był także kapelmistrzem w orkiestrze górniczej, a matka Janina z domu Malczyk zajmowała się domem. W Belgii ochrzczono ją imieniem Violetta Eliza, jednak ojciec z patriotycznym usposobieniem sprzeciwiał się - "moje dziecko nie będzie nosić francuskiego imienia - i zarejestrował mnie jako Czesława". Początkowo piosenkarka nie lubiła tego imienia, kiedy jednak dowiedziała się, że imię pochodzi od błogosławionego Czesława, polubiła je.
Wychowywała się wśród rodzeństwa: siostry i dwóch braci. Jesienią 1946 roku rodzina Villas przyjechała do Polski, zamieszkała w Lewinie Kłodzkim, w Kotlinie Kłodzkiej. Już od najmłodszych lat wykazywała zdolności muzyczne - śpiewała, tańczyła, grała na skrzypcach, pianinie, puzonie. Gry na skrzypcach uczył jej ojciec, który był surowym nauczycielem. Kiedy tylko córka źle grała, dostawała smyczkiem po rękach. W wieku 10 lat rodzice zapisali ją do ogniska muzycznego.
Villas podczas koncertów często powraca wspomnieniami do sielskiego życia w rodzinnym domu, w piosence "W Lewinie koło Kudowy" jest dom mych dziecinnych dni, dziś stary w wspomnieniach nowy, miał z polska otwarte drzwi, na wzgórzach mego Lewina świat w słońcu do mnie się śmiał, wiatr śpiewał dla mnie w leszczynach i strumień szemrał wśród skał (...) i serce moje tam biega jak bose dziecięce sny.
[edytuj] U progu kariery
W 1956 roku podjęła naukę śpiewu w szkole muzycznej w Szczecinie. Po latach Violetta Villas wspomina, że zdawała na wydział wokalny szczecińskiej szkoły średniej, kiedy czas składania podań minął. Pamiętam, że stałam sama wystraszona na szkolnym korytarzu i prosiłam o przesłuchanie. (...). Nie wiedziałam czy dostanę się na egzamin. Kiedy wszyscy zostali przeegzaminowani, na końcu poproszono jednak i mnie. -Pani chce zostać śpiewaczką? A dlaczego? A co nam pani zaśpiewa? - zapytała komisja. Piosenkarka wykonała hiszpańską pieśń o torreadorze i pieśń włoską. Jak mówi: włożyłam w to całe serce, aż łzy leciały mi po policzkach. Profesorowie zrobili mi specjalne badanie i stwierdzili, że mam słuch absolutny. I przyjęto mnie na pierwszy rok. Płakałam z radości.[2]
Po roku przeniosła się do Wrocławia, by być bliżej rodzinnego domu. Kiedy zamieszkała w Warszawie nauczycielem i opiekunem Villas była prof. Eugenia Klopek-Falkowska. Warunki głosowe i uzdolnienia zapowiadały karierę operową, z której ostatecznie zrezygnowała, przyjmując propozycję występów estradowych.
Na pierwszym przesłuchaniu w radiu zaśpiewała "Gdy zakwitną czereśnie", wywołując poruszenie niecodziennym głosem i muzykalnością. Wiosną roku 1961 Villas zadebiutowała w radiu, dokonując pierwszych nagrań radiowych z zespołami Bogusława Klimczuka i Edwarda Czernego. [3].
Piosenka "Dla Ciebie miły" zwyciężyła w plebiscycie Expressu Wieczornego na najlepszy polski szlagier. Otrzymała 67 479 głosów, podczas gdy następna na liście "Jeszcze Poczekajmy" w wykonaniu Reny Rolskiej otrzymała zaledwie 33 tysiące. Według słów samej Villas: Jak rano puścili "Dla Ciebie miły" to wieczorem już wszyscy wiedzieli, że to ta co śpiewa nisko i wysoko
Sukces ten zapewnił Villas udział w Międzynarodowym Festiwalu Sopot w 1961 r. Na festiwalu tym wystąpiła także w roku następnym. W 1965 roku na III Festiwalu Piosenki w Rennes we Francji zdobyła Grand Prix. Uczestniczyła w radiowych koncertach o międzynarodowej obsadzie m.in. w Szwajcarii, Republice Federalnej Niemiec.
W kraju, w roku 1966 zagrała w 2. odcinku serialu Klub profesora Tutki, wykonując m.in. piosenkę "Chica Helka".
Po latach w jednym z programów telewizyjnych, pierwszy debiut piosenkarki wspominał Jerzy Urban. Villas wystąpiła wówczas w jednej z restauracji zlokalizowanej pod Salą Kongresową w Pałacu Kultury i Nauki, kiedy w pewnym momencie zapowiedzieli młodą debiutantkę, która mocno staneła na obu nogach, upewniła się, że się nie wywróci i ryknęła. I wtedy spojrzeliśmy po sobie, że to jest wielki głos,(...) siła niesamowita".[4].
[edytuj] W Paryżu
W 1966 roku na osobistą prośbę szefa paryskiej Olympia Brunona Cocquatrixa, znalazła się w gronie artystów polskiego programu rewiowego Grand Music Hall de Varsovie. Premiera programu odbyła się 26 lipca 1966 roku, Villas śpiewała Ave Maria. Po latach artystka wspomina, że podczas wykonywania tej piosenki: jak śpiewałam fortissimo wielki kryształowy żyrandol kołysał się, ludzie patrzyli to na mnie to na żyrandol[5]. Artystka otrzymała recenzje doceniające walor głosu i interpretacji pieśni.
Rene Boudier pisał w Les Lettres françaises: (...) głos o prawdziwie wyjątkowym rejestrze - cztery oktawy! - wywołuje uczucia niezwykłe, zwłaszcza przy bardzo indywidualnej interpretacji Ave Maria, gdzie przewyższa chyba Ymę Sumac.
Recenzent z L'Humanité: to głos prawdziwie zadziwiający, nie chce się wierzyć jego sile i skali (...) Podobnie brzmiały recenzje w innych dziennikach.[1]
Tam usłyszał ją Frederick Apcar, na zaproszenie którego wyjechała do Las Vegas.
[edytuj] Pseudonim artystyczny
Witold Filler w swojej książce opisuje rolę, jaką odegrały ówczesne osobistości w dziedzinie muzyki: (...) sukces zawsze ma wielu ojców. Radiowemu debiutowi Violetty, który miał miejsce wiosną 1961 roku, patronował dyrygent i kompozytor Bogusław Klimczuk. Ale olśniewająca skala głosu debiutantki sprawiła, że zainteresował się nią Władysław Szpilman[1], który w owym czasie był dyrektorem muzycznym Polskiego Radia.
Według relacji Violetty Villas, przyjęła pseudonim za jego radą. W jednym z wywiadów opisała jak doszło do jego powstania:
- {przyp. Szpilman}"radził, żebym nie przyzwyczajała ludzi do nazwiska Cieślak (...) <<przepowiadam Pani światową karierę - mówił - pojedzie pani za granicę i nikt poprawnie tego nie wypowie. Niech pani wybierze sobie jakiś pseudonim>> Myślałam długo. Najpierw chciałam się nazywać Violetta Valdi, ale Szpilmanowi się to nie podobało. Głównie dlatego, ze działał już pianista o tym samym pseudonimie. Wzięłam więc <<V>> z imienia, dodałam <<las>> bo mieszkałam blisko lasu, a że jedno <<l>> nie brzmiało dobrze, dołożyłam drugie.[6].
[edytuj] Styl
Już od początku kariery piosenkarka przyjęła styl, z powodu którego była poddawana krytyce w Polsce. Autorka książki "Cena sławy" opisuje trudności z jakimi musiała się zmierzyć młoda piosenkarka: ...chciano ją zrównać do szeregu (...) przeszła drogę przez mękę w polskiej chorej rzeczywistości, gdzie każdą indywidualność sprowadza się do zera, zawistne środowisko rzucające kłody pod nogi młodej dziewczynie spoza układów (...)[7].
Podczas Ogólnopolskiego Festiwalu Piosenki w Opolu, Villas musiała podporządkować się naciskom krytyków.
Włosy niespotykanej gęstości i długości musiała przed występem (...) przerzedzić i upiąć w grzeczny, banalny koczek. Takie było żądanie prowadzącej koncert Ireny Dziedzic. Usiłowano 23-letnią wówczas piosenkarkę pozbawić szokującej jak na owe czasy indywidualności i osobowości.[7]
Po latach Violetta Villas nawiązując do innego festiwalu w Sopocie w 1962 roku powiedziała, że wspomnienia są piękne, ale i bolesne. Piosenkarka kierowana była doradztwem specjalistów od mody. Miałam taki rozkaz od pagardu, musiałam podpisać oświadczenie, że muszę słuchać i oni będą mnie czesać, ubierać. Przed występem towarzyszyła piosenkarce: wielka trema, wielkie nerwy, wielki niepokój. Po wyjściu na salę publiczność zareagowała krytycznie, wywołał się " ryk sali, który się ze mnie śmiał (...) to był taki śmiech, który paraliżował, niszczył. Villas nie była w stanie rozpocząć piosenki "Spójrz prosto w oczy". Jak wspomina: przełamałam się modlitwą (...) z wielkim wysiłkiem ścisnęłam ręce i z takim żalem przeleciałam przez te cztery oktawy (...) po wykonaniu miałam siedmio minutowe brawa". Z poczucia żalu i upokorzenia Villas nie wyszła się ukłonić: "jak tylko zeszłam ze sceny to płakałam". Jak powiedziała: " to była moja tragedia i duży żal, nie lubię o tym mówić, wspominać, bo jest bardzo trudne do opowiedzenia " (...). [8]
Dopiero w USA w pełni dostrzeżono jej indywidualizm. Wylansowała styl hollywoodzkiej gwiazdy z lat 60., który konsekwentnie realizuje przez całą karierę. Artystka jest znana z długich, kręconych blond włosów i balowych sukien.
Według relacji piosenkarki menedżer Frederick Apcar, dyrektor rewii w Las Vegas, powiedział: nie bój się Violetta, jeśli ręka poleci ci w prawo, zostaw ją, jeśli w lewo, też zostaw. Jesteś cząstką natury i nie wolno cię zmieniać. A ten, który będzie chciał to zrobić, to należy go zastrzelić pierwszą kulą z mojego rewolweru.[9]. Jak wspomina Violetta Villas, "wtedy uwierzyłam w siebie".
Marta Sztokfisz napisała w jej biografii: W Polsce, gdzie nie docenia się wielkich indywidualności (...) trzeciorzędowi dziennikarze określili ją jako królową kiczu. Ponadto w prasie pojawiały się określenia tj. "Madame Skandal", "Laleczka", "Tygrysica" , które odnosiły się do sposobu bycia piosenkarki. [10] Sama artysta dotkliwie znosi krytykę, mimo to uważa, że chociaż miłosierdzie i dobro to niemodne wartości, ona nadal będzie je wyznawać.[7]
W latach 60 i 70 Violetta Villas była ucieleśnieniem marzenia Polaków o wielkiej gwieździe. Wtedy ona była tak inna, że była wręcz boska - uważa redaktor Karolina Korwin-Piotrowska, w jednym z programów nt. piosenkarki. [11]
Zdaniem syna artystki, Krzysztofa Gospodarka: Violetta Villas jest kimś wyjątkowym dla ludzi (...) wielbią ją za śpiew, za fantastyczny, albo szokujący wygląd. Dla nich przeznaczony jest jeden wizerunek, dla domowników odmienny. Znam zupełnie inną osobę. Żeby przeobrazić się z Czesławy Cieślak w Violettę Villas, mama potrzebuje co najmniej trzech godzin.[12]
[edytuj] Życie prywatne w latach 60
Przed wyjazdem do Las Vegas piosenkarka wynajmowała mieszkanie na jednym z warszawskich osiedli. Postanowiła wówczas sprowadzić do Warszawy syna Krzysztofa, którego wychowywała babcia w Lewinie Kłodzkim. Jak relacjonuje syn myślę, że mama bardzo mnie kochała (...) chciała, żebyśmy byli razem. Gdy wynajęła mieszkanie natychmiast ściągnęła mnie do siebie. Chciała, abyśmy mieli własny kąt.[12]
W roku 1964 artystka dostała mieszkanie na Solcu. To były typowe dwa pokoje z kuchnią, 56 metrów kwadratowych. Początkowo mieliśmy niewiele sprzętów, bo wszystkie oszczędności mama przeznaczyła na wpłatę do spółdzielni. (...) Z koncertów zawsze przywoziła coś dla domu, nawet garnki i pościel i zawsze kupowała mi ubrania.
Piosenkarka starała się zapewnić synowi rodzinny dom. Kiedy mama była w domu, było bardzo miło, rozmawialiśmy o wszystkim, oglądaliśmy telewizję.
Violetta Villas prowadziła otwarty dom, w którym często bywali jej znajomi muzycy, piosenkarze, aktorzy (...) lata 60 to był najlepszy i najbardziej intensywny okres w jej karierze.
W 1965 roku piosenkarka kupiła swój pierwszy samochód nowy opel rekord, błękitny metalik. Często jeździliśmy Wybrzeżem Kościuszkowskim. Mama nabierała wprawy, a ja miałem frajdę, że z nią jeżdżę. Kiedyś ruszając, o mało nie rozjechała dozorcy.
Kiedy w 1966 roku Violetta Villas wyjeżdżała do Stanów Zjednoczonych, powiedziała synowi "wyjeżdżam synku, ale wrócę"(...) nie mówiła, że nie będzie jej trzy lata. Opiekę nad synem piosenkarka powierzyła niani, a po jej śmierci, przyjechała z Lewina babcia.
[edytuj] W Las Vegas
[edytuj] Casino de Paris w Hotelu Dunes
Od grudnia 1966 roku przez trzy sezony była gwiazdą Casino de Paris, gdzie śpiewała piosenki, arie operetkowe i operowe w dziewięciu językach. Miałam tylko śpiewać dla gości Casino de Paris. W 9 językach! Zaangażowali mi osobistych nauczycieli.[13]
Wykonywała m.in. „Pod dachami Paryża”, „O sole mio”, „Granada” Śpiewała w duecie m.in z Frankiem Sinatrą. Jej nazwisko pojawiło się na neonach liczących 21 pięter, obok Deana Martina, Sammy Davisa, Earthy Kitt, Paula Anki.[14]. Po latach wspomina, że gdy na miejscu zobaczyłam neon z własnym nazwiskiem, stanęłam i płakałam na schodach Casino de Paris. Byłam gwiazdą! [13]. Za tygodniowy występ piosenkarka otrzymywała 1200 dolarów, podczas gdy średnia pensja w Polsce wynosiła w owym czasie 20 dolarów.[12]
Po latach Villas wspominała, że z samolotu widziała morze neonów, nie wierzyłam, że tam w ogóle mogę być w życiu (...) a gdy potem się znalazłam w Casino de Paris na tych wielkich schodach, nie wierzyłam, że mogę na nich stać.
Oto jak pobyt piosenkarki w Las Vegas relacjonuje jej jedyny syn Krzysztof:
Mama była wielką gwiazdą, to było widać, to się czuło. Dla Violetty pracował cały sztab ludzi, którzy stworzyli ją na nowo z piękną fryzurą, w pięknych sukniach. Mama miała tylko śpiewać, nie było mowy o spóźnieniu i spaniu do południa, ona po prostu harowała od rana do nocy. (...) Konkurencyjne kasyno widząc, że gwiazda ze wschodniej Europy robi zawrotną karierę zaprosiło do współpracy Karela Gotta. Wytrzymał tam tylko tydzień, a Violetta Villas była tam trzy lata. [15]
Na scenę wjeżdżała żółtym jaguarem z czarną skórą w środku lub na białym koniu. Do każdej piosenki zakładała inną suknię. Do projektowania sukni dla mnie zaproszono dom mody Diora. Wreszcie wszystko było szyte specjalnie dla mnie, pod mój typ urody. Występowała ze 100-osobowym baletem francuskim, który był ubrany pod kolor sukni piosenkarki. Uczyła się chodzić po wysokich schodach w Casino de Paris. Gdy dostałam suknię całą z pereł, dotykałam jej ostrożnie (...)przy każdej zmianie stroju przebierały mnie trzy garderobiane[13]. Jak mówi piosenkarka: w życiu o tym nie marzyłam w Polsce (...) jak weszłam na scenę to byłam jak królewna.
Na wejście w występach najczęściej śpiewała "Grenadę", bo bardzo lubiłam ją śpiewać. Cieszyła się uznaniem publiczności, miała wielu wielbicieli. Według jej własnych słów, przysyłano jej codziennie fioletowe róże z Nowego Jorku. [16]. Mieszkała w domu z basenem, dano jej do dyspozycji szofera i służące [13]
Cytowano recenzje z prasy amerykańskiej, gdzie pojawiały się określenia "fenomenalna Polka", "głos ery atomowej", "biały kruk wokalistyki światowej". [17]
Violetta Villas została w Las Vegas w pełni doceniona jako artystka. Jednak rodzina piosenkarki martwiła się o nią. Co prawda mama martwiła się o mnie bardzo, ale przekonywałam ją, że wreszcie dobrze zarabiam. Dzięki temu i jej nic nie brakowało, miała się dobrze. Bo ja wysyłałam cały czas do Polski rodzinie paczki żywnościowe i przywoziłam dolary, żeby im pomóc[13].
[edytuj] Odwiedziny syna
W roku 1967, na trzy miesiące, piosenkarkę odwiedził syn Krzysztof. To były pierwsze nasze wakacje (...) do Las Vegas leciałem sam. Kiedy przybył na miejsce, Villas występowała na scenie Casino de Paris w Hotelu Dunes, oczekiwał na nią w garderobie, która była przestronna, na drzwiach wisiała duża gwiazda z napisem "Super Star".
Matka bardzo ucieszyła się na widok syna. Po występie pojechaliśmy do apartamentu, który wynajmowała. To były trzy pokoje z kuchnią.(...)obok domu był basen. Pomimo, że piosenkarka nie otrzymała urlopu codziennie od rana miała próby, a o 21:00 występ, organizowała synowi czas. W przerwach prób mama przyjeżdżała samochodem i zabierała mnie do sklepów. Kupowała wszystko co chciałem.
Jak wspomina syn artystki wiedziałem, że mama jest wielką gwiazdą, bo jedyna kolejka jaką widziałem w Las Vegas stała po bilety na jej koncert[12].
"Serce za serce"
Pomimo wsparcia emocjonalnego ze strony rodziny, piosenkarka czuła, że ma coraz więcej wrogów, choć wtedy jeszcze się tym nie przejmowała. Jak wspomina nie miałam wokół siebie prawdziwych przyjaciół, ale pomagałam tym, którzy wierzyli we mnie gdy byłam w Polsce[13] Wsparciem w Polsce był dla artystki profesor Szczytowiecki ze szkoły muzycznej w Warszawie, który zapewnił jej pierwsze przesłuchanie w Polskim Radiu i początek kariery. Kiedyś obiecałam mu nawet, że jak zarobię na scenie pieniądze, kupię mu wymarzony puzon. (...) Będąc w Las Vegas zamówiłam więc prawdziwego Conna 48.
Podczas odwiedzin w Polsce piosenkarka została przywitana orkiestrą Polskiego Radia. Stał tam i mój profesor. Wysiadłam w futrze z białych norek. Ale najważniejsze było dla mnie, żeby podarować profesorowi ten puzon. Wygrawerowałam na nim napis "Serce za serce - profesorowi Szczytowieckiemu Violetta Villas". Gdy na lotnisku otwierał pudło z tym puzonem, płakał ze szczęścia! (...) A wszyscy wokół płakali razem z nim[13]
[edytuj] Na drodze do Hollywood
Piosenka i estrada ułatwiły jej kontakt z filmem. W USA partnerowała w trzeciorzędowych rolach, w filmach muzycznych produkowanych przez Joe Pasternaka takim aktorom jak Glenn Ford, Lee Marvin i Bob Hope.
Według relacji samej artystki, zimą 1969 roku miała już przystąpić do udziału, w głównej roli, w serialu Joe Pasternaka Dolce vita in Las Vegas jako partnerka Toma Jonesa. Kontrakt z wytwórnią filmową Paramount Pictures miał obejmować okres 8 lat. W tym czasie w Stanach Zjednoczonych interesowali się mną reżyserzy filmowi (...) chcieli zaangażować mnie do serialu amerykańskiej telewizji. Ale w umowie musiałabym się zobowiązać, że nie będę podróżować bez wiedzy wytwórni. Bo oni ponoszą zbyt duże koszty na promowanie gwiazdy[13]
Jednak wiadomość o ciężkiej chorobie matki spowodowała nagły, nieplanowany powrót do Polski. Siostra przysłała mi telegram, że mama umiera na raka (...) że muszę pożegnać się z matką. Pomyślałam wtedy, że matkę ma się tylko jedną. I że muszę być przy niej przed jej śmiercią[13]
Violetta Villas chciała powrócić do Stanów Zjednoczonych, by wykorzystać zaoferowaną szansę kariery w Hollywood. Myślałam, że wrócę na chwilę do kraju, a wytwórnia i tak poczeka na mnie, a potem podpiszę z nimi umowę. Niestety tak się nie stało[13]. Po powrocie do Polski odebrano jej paszport.[1]
[edytuj] W kraju
Po powrocie ze Stanów Zjednoczonych piosenkarka zamieszkała w wilii, w Magdalence. Oto jak po latach w jednym z wywiadów syn artystki opisuje wygląd domu, który robił wrażenie, na dole w salonie stał fortepian, na ścianach wisiały zdjęcia mamy, wszędzie stały pamiątki z Europy i Ameryki, na ogromnej palmie mama posadziła pluszową małpę. Cały dół domu tonął w kwiatach. Na górze była garderoba pełna bajecznych, nieosiągalnych wtedy w Polsce sukien i butów (...) [18]
Violetta Villas wzbudzała zainteresowanie nieznanym w owym czasie w Polsce stylem życia. Miała dwa mercedesy, a w każdym Murzyn w liberii. w Magdalence, gdzie nabyła domek, budowano ponoć specjalne studio do nagrań (...) w ogrodzie był podgrzewany basen, w domu sauna i kaplica [1]
W Polsce odbierała dowody uznania: w rodzinnym Lewinie Kłodzkim nazwano jej imieniem dom kultury, a w Stroniu Śląskim uczyniono patronką huty szkła. [1] Zapraszano ją na wywiady, brała udział w programach telewizyjnych, nagraniach radiowych, na scenach w kraju organizowano jej recitale.
[edytuj] "Śpiewa Violetta Villas"
W roku 1970 reżyser Konstanty Ciciszwili wyprodukował film telewizyjny o charakterze dokumentu pt. "Śpiewa Violetta Villas", który był inscenizowanym recitalem. Ideą filmu była chęć przybliżenia stylu piosenkarki.
Po kilku latach nieobecności Villas zaprezentowała polskiej publiczności swoją wizję piosenki, w której nie bała się barw jaskrawych, uczuć wyrazistych; (...) sekwencje rewiowe demonstrowały przepych: schody w jak najbardziej paryskim Casino de Paris, strusie pióropusze i wachlarze, męski balet z ostentacyjnym uwielbieniem wpatrzony w gwiazdę.[1]
Przeciwnicy piosenkarki, m.in. recenzent Sztandaru Młodych Jerzy Eljasiak, poddali film krytyce, obwołując go kiczem nad kicze[1] jako nieprzystający do ówczesnej rzeczywistości socjalistycznej. Zwolennicy, m.in. redaktor Janusz Gazda, podkreślali: pewność siebie, z jaką wkracza na estradę, (...) obnosi swe stroje, demonstruje swe wdzięki i śpiewa najbanalniejsze słowa o miłości (...) ujawniając ekstrawagancję, ale i indywidualność.[19]
[edytuj] "Dzięcioł"
W kraju, w roku 1972 zagrała również w filmie fabularnym Dzięcioł. Jak relacjonuje reżyser Jerzy Gruza: w scenariuszu było coś takiego co się zgadzało z sylwetką Violetty, ona miała taką otoczkę wspaniałości i to w zestawieniu z bohaterem jak człowiek, który zapowiada w Super Samie warzywa, owoce, ziemniaki, działało świetnie, bo ona była jakby nie z tego świata"[20]
Jak pisze Witold Filler w swojej książce nie było chyba szanującego się pisma w Polsce, które nie zamieściło reportażu z planu tych zdjęć. Violetta wyraźnie fascynuje przechodniów. Rezygnują nawet z zakupów w warszawskich domach towarowych „Centrum”, by za zezwoleniem kierownika planu zdjęciowego popatrzeć na jej bujną urodę, blond włosy spływające na plecy i ramiona, na różową mini sukienkę, na jej władczą postawę, kiedy siedzi za kierownicą Mercedesa 280 SE[1]
W filmie piosenkarka wcieliła się w postać mecenasowej Tylskiej, która odznaczała się podobnymi cechami charakteru, zachowaniem i wyglądem jak sama artystka. Mecenasowa to piękna kobieta o agresywnym typie urody, elegancka, pewna siebie.
Wystąpienie w dokumencie Ciciszwilego i filmie "Dzięcioł" ujawniło odmienność piosenkarki względem innych artystów w Polsce. Zdaniem autora książki "Tygrysica z Magdalenki" między Violettą z Las Vegas, a "nadwiślańskim showbiznessem" nie było punktów stycznych, (...)ujawniła się skala odmienności zjawisk. Dostrzegła ten fakt m.in Agnieszka Osiecka, która napisała specjalnie dla piosenkarki utwór "Mechaniczna Lalka", w którym porównała Villas do maskotki. Znów chcecie bawić się mną, znów chcecie słyszeć mój głos, wiem, że laleczką mnie zwą, cóż, taki widać mój los... [21]
[edytuj] W Teatrze Syrena
Jesienią 1979 roku Villas występowała gościnnie w Teatrze Syrena w widowisku rewiowym pt. "Trzeci Program" reżyserowanym przez Stefana Wentę. Widowisko spotkało się z pozytywnymi reakcjami krytyków teatralnych. Oto jak oceniano udział Villas w jednej z publikacji: ta oryginalna, a budząca tyle sprzecznych odczuć artystka jest gwiazdą drugiej części programu. Zachwyca, wzrusza, nakazuje z niedowierzaniem i sceptycyzmem kiwać głową, a po chwili znów bez reszty ujmuje widza i słuchacza. Villas nie przybywa z kabaretu ani rewii, nie jest z opery ani estrady. Jej miejsce jest gdzieś na przecięciu wielu różnych linii (...) odrębna jest jej pozycja w tej nowej premierze Syreny.[22]
Jak pisze autor książki "Tygrysica z Magdalenki": w widowisku znajdowała się dwunastominutowa parodia opery, której zarys nawiązywał do Quo Vadis. Villas odtwarzała w niej postać Lygii, która była dręczona przez karykaturowanego Nerona. Według relacji Fillera, Villas z uwagi na różnicę zdań w sposobie gry aktorskiej w tej scenie, popadła w konflikt z dyrygentem Ryszardem Poznakowskim, co spowodowało wycofanie się jej z dalszego udziału w widowisku, a także na okres 66 miesięcy z życia publicznego. Wcześniej spekulowano, że współpraca Villas z Poznakowskim nie układa się najlepiej.
Jednak współpracę z Teatrem Syrena kontynuowała od listopada 1985 roku. Wraz z teatrem piosenkarka wyjeżdżała na tourneè m.in po Stanach Zjednoczonych i Kanadzie.
28 lutego 1986 roku odbyła się premiera widowiska "Violetta", które stało się popularne w całym kraju. Odbyło się ponad 250 przedstawień na terenie kraju i za granicą.
Podczas prezentowanych przedstawień piosenkarka m.in wykonywała utwór: "Juz dosyć mam śpiewania". W piosence wyrażała sposób postrzegania przez krytyków, jak i odnosiła się do własnego wizerunku scenicznego: "już dosyć tego udawania, od dzisiaj chcę być sobą, już żadnych łez, lamentom kres, mam dość (...) i jestem znów ta sama, nieufna, w świat oddana, której nie zdradził dotąd tylko śpiew".
[edytuj] "Sny i marzenia", "Sen o kopciuszku"
W 1983 roku Violetta Villas zagrała w filmie Pawła Pitery pt. "Sny i marzenia". Zamiarem reżysera była chęć przedstawienia piosenkarki jako marzenia będącego wyrazem każdego jej wielbiciela. Oto w jaki sposób reżyser filmu uzasadnia inspirację, na której oparł scenariusz: potrafiła stworzyć wokół siebie legendę i mit; (...) dla przeciętnego Polaka, jak i dla milionów jemu podobnych Villas jest jedną z najbardziej ekscytujących postaci, (...) wielu śni o tej niezwykłej kobiecie. [23]
W roku 1988 powstał krótkometrażowy fabularyzowany film dokumentalny "Sen o kopciuszku" reżyserowany przez Zbigniewa Kowalewskiego i Jerzego Kołata. W filmie zaprezentowano biografię artystki, ze szczególnym uwzględnieniem kontrowersyjnych wątków z jej życia. Na bazie filmu fabularnego miał powstać film "Rok z Violettą Villas", produkcja nie doszła jednak do skutku.[24]
[edytuj] Samotność, izolacja, krytyka
Lata 60 były pasmem sukcesów Violetty Villas, jednak po powrocie ze Stanów Zjednoczonych kariera nie rozwijała się już tak dynamicznie. Jak mówi piosenkarka: nie pasowałam do komunizmu, mówili, że jestem kwiatkiem przypiętym do kufajki. Ale ponieważ miałam tu rodzinę, a jeszcze moja mama umierała i tylko dlatego wróciłam. Tak to prawdopodobnie bym nie wróciła, bo miałam otwarte drzwi, bo Paramount Pictures chciał ze mną nagrać serial telewizyjny i gdyby nie choroba mojej mamy pewno bym grała w tych filmach i nie byłoby tej biednej Violetki w Polsce, pokrzywdzonej, poniżonej”[25]
Już po powrocie piosenkarki do Polski odebrano jej paszport, co odcięło drogę do światowej kariery. Syn piosenkarki w jednym z wywiadów mówi o pewnym wydarzeniu, które na zawsze odmieniło matkę. Wiem, ale nigdy z siebie tego nie wyduszę. Straszna rzecz. Było to coś takiego, co odmieniło jej stosunek do ludzi. Stała się bardzo nieufna. Przestaliśmy się rozumieć.(...)[12] Po latach, w jednym z wywiadów telewizyjnych Violetta Villas powiedziała, że po przekroczeniu granicy nie miała już szansy szybkiego powrotu za ocean. To wszystko przez komunistów. Przez te czerwone zakazane mordy - opowiadała Violetta. Agenci SB chcieli z niej zrobić agentkę, polską Matę Hari. Swoją urodą miała wyciągać od znanych, zagranicznych polityków i wojskowych, tajemnice państwowe. Obiecywali mi za to góry pieniędzy. Nie zgodziłam się, więc mnie zniszczyli: nie pozwolili wyjechać za granicę, zakazali puszczać mnie w radiu i telewizji, ograbili mnie ze wszystkich skarbów, które przywiozłam ze Stanów Zjednoczonych - wspominała po tym, jak jej nazwisko pojawiło się na słynnej liście Wildsteina ”[26]
W roku 1970 piosenkarka zamieszkała w Magdalence i jakby narodziła się nowa Violetta. Zamknęła się w sobie, przestała nad sobą pracować, jej dom stał się twierdzą, nie wolno było nikomu dzwonić do niej, nie udzielała wywiadów[12]. Piosenkarka występowała sporadycznie, a pieniądze, które zarobiła szybko się wykończyły. Dom w Magdalence określano w prasie jako "samotnia Violetty", a po latach sama artystka w jednym z wywiadów stwierdziła, że dom w Magdalence był nieszczęśliwy.
Owo osławione bogactwo przyniosło Violetcie od chwili powrotu do kraju szczęście raczej iluzoryczne. Trwało zresztą krótko, pieniądze zniknęły z życia Villas.[1] Posterunek MO w Piasecznie odnotował dwa włamania do willi w Magdalence, które były ponoć dotkliwe w skutkach.[1] Jak powiedziała piosenkarka jej sukces zawsze był solą w oku ludzi zawistnych (...) w jednej ręce dostałam szczęście, a w drugiej cierpienie.
Poddawano krytyce zindywidualizowany styl piosenkarki, który nie przystawał do rzeczywistości socjalistycznej, ale po powrocie z USA zarzucano piosenkarce, że jest m.in rozkapryszona. Dziennikarze poszukiwali skandali na temat piosenkarki jeden ze znanych warszawskich menagerów wspomina, jak musiał w trakcie koncertu wymienić aż trzech konferansjerów, bo nie przypadali do gustu artystce (...), gdzie indziej dyrektor jednej z estrad wojewódzkich, wręcz użalał się w prasie, że pani Villas zażyczyła sobie, by podczas jej recitalu scenę wyłożyć dywanem, gdyż raziły ją...nieheblowane deski[1]
Krytyka piosenkarki niekiedy opierała się na emocjonalnych przekonaniach, w których ta przyjezdna z Las Vegas chce ich upokorzyć, gdy kaprysi na złą jakość, mikrofonów, usterki nagłośnienia, brudny wystrój sal i garderób, kiepską dyscyplinę wśród zespołów akompaniujących. [1]
Artystka miała poczucie ciągłej walki ze środowiskiem showbiznessu w Polsce. Jak mówiła w jednym z wywiadów: mocno stąpam po ziemi. Wiem, czego chcę na scenie - muszę mieć porządny mikrofon. Jeśli śpiewam, to śpiewam naprawdę, nie z playbacku. Pracuję bez markowania i wymagam tego samego od innych. Ludzie tego nie lubią (...) Jeśli coś źle wypada w koncercie, muszę mieć dodatkową próbę i uzgodnić z muzykami inny sposób grania. Muszę ciągle walczyć.[1] Im bardziej piosenkarka doświadczała krytyki i upokorzenia, tym częściej wycofywała się z życia publicznego na wiele miesięcy.
Na początku lat 90, po recitalu artystki w Krynicy Zdroju Bogusław Kaczyński wyraził przekonanie, że piosenkarka przecierpiała w swoim życiu bardzo wiele, jej życie to wielkie sukcesy, ale jeszcze większe cierpienia (...) podniosła głowę wyżej niż pozwalał na to polski oficjalny protokół. Zdaniem krytyka muzycznego pomimo, iż tępiono i niszczono Villas, ona była w stanie to przetrzymać.
Jak uważa Maria Szabłowska: Violetta Villas jest pierwszą wielką gwiazdą na rynku polskiej muzyki rozrywkowej. (...) Wydaje mi się, że ona nie ma szczęścia do ludzi. Nikt nie chce się nią zająć, by postawić ją znów na estradzie, żeby zaistniała na wielką skalę. Ale wiem też trochę dlaczego ludzie nie chcą się tym zająć. Ona ma bardzo trudny charakter. Jak każda prawdziwa gwiazda.
Podczas koncertów piosenkarka często śpiewa piosenkę "Ja jestem już taka", która jest jej odpowiedzią na krytykę. Ani słowa pochwały, ani słowa zachęty. Nic tylko krytyka, krytyka (...) Wszystko jest źle, to wszystko co ja zrobię, jak mówię, jak chodzę, jak śpiewam z kim śpię, no i to co mam na głowie. Cóż na to ja? Nic na to nie poradzę! I am sorry, excuse me! Bo jestem już taka I nigdy się Wam nie zmienię![27]
[edytuj] Lata 90.
Na przełomie lat 80 i 90 piosenkarka występowała na scenie Operetki Warszawskiej, występy cieszyły się popularnością, co m.in skutkowało organizowaniem dodatkowych terminów.
Jest m.in. bohaterką książki Witolda Fillera "Tygrysica z Magdalenki" wydanej w 1992 roku, w której autor podejmuje istotne wątki biograficzne na temat Villas. Piosenkarka nigdy nie zaakceptowała książki Fillera, uważając wiele opisów za niezgodne z prawdą [28]
W roku 1996 Villas nagrała wraz z Kazikiem Staszewskim piosenkę "Kochaj mnie a będę Twoją", która została wydana na płycie "Tata 2", zespołu Kult a autorstwa Stanisława Staszewskiego, ojca Kazika. Duet Kazika z Violettą Villas jest połączeniem muzyki rewiowej z punk rockową. [29] Piosenka szybko znalazła się na czele list przebojów.
Zapraszano Violettę Villas do programów telewizyjnych, w których przeprowadzano z nią wywiady bądź śpiewano jej piosenki wystąpiła m.in w "Ibisekcji" Krzysztofa Ibisza, "Wieczorze z wampirem" Wojciecha Jagielskiego , "Szansie na sukces" Elżbiety Skrętkowskiej, "Od przedszkola do Opola" Michała Juszczakiewicza, "Na każdy temat" Mariusza Szczygła, "Wideotece dorosłego człowieka" Marii Szabłowskiej i Krzysztofa Szewczyka.
Otrzymała kryształowy klucz jako symbol honorowego obywatela Lewina Kłodzkiego, a w roku 1998 przeniosła się do niego z podwarszawskiej Magdalenki. Zamieszkała w domu, w którym się wychowała. Założyła schronisko dla zwierząt, otrzymała w wieczystą dzierżawę wzgórza wokół domu. Wraz z powrotem piosenkarki wiązano wiele oczekiwań, m.in. planowano przebudowę miejscowego kina na rewię. Projekt jednak nie doszedł do skutku, [30] zaś fakt zamieszkania Violetty Villas stał się okazją do promocji regionu. [31]
W listopadzie 1999 wystąpiła z koncertem swych największych przebojów "Violetta - taka jestem" reżyserowanym przez Elżbietę Skrętkowską w Teatrze Wielkim w Łodzi, transmitowanym przez program 2 TVP. Podczas koncertu piosenkarka zaprezentowała się w czterech sukniach; dwie nowe według projektu Xymeny Zaniewskiej, wykonując piosenki w nowych aranżacjach z udziałem laureatów programu Szansa na sukces. .
W roku 2003 Villas wystąpiła na 40 Festiwalu w Opolu, na którym zaprezentowała swoje największe przeboje m.in "Oczy czarne", "Szczęście", "Pocałunek ognia", "List do Matki". W roku następnym wraz z Michałem Wiśniewskim nagrała walentynkowe hity, m.in. "Nie pragnę złota", "Tango dla Kowalskiej", "Od stóp do głów", "Pod różą".
[edytuj] Życie rodzinne
Piosenkarka była dwukrotnie zamężna, w obu przypadkach po ślubie cywilnym.
[edytuj] Małżeństwo z rozsądku
Rodzice widzieli dla niej przyszłość tradycyjną według nich bezpieczną i jedyną możliwą: małżeństwo, dzieci, zwykłe życie, jakie wiodą wszyscy.[7]
Dlatego w wieku 16 lat na żądanie ojca, a za zgodą sądu poślubiła 27 - letniego porucznika wojsk pogranicza Gospodarka. Buntowałam się. Nie chciałam go. Ale ojciec przekonywał, że z czasem go pokocham. Że przyzwyczaję się do niego.[2] Było to małżeństwo z rozsądku, podyktowane wychowywaniem w konserwatywnej rodzinie.
Z tego związku zrodził się syn Krzysztof. Młode małżeństwo zamieszkało z rodzicami przyszłej piosenkarki. Związek jednak nie przetrwał długo.
Pragnęła rozwijać zdolności muzyczne, jednak rodzina nie wierzyła w jej sukces. Nawet bliscy śmiali się, kiedy mówiła, że poświęci się śpiewaniu (...) młoda matka i żona wie, że marnuje sobie życie (...) wie, że tym co sprawia jej największą radość jest śpiew. Narastający bunt prowadzi do kryzysu (...) mąż nie znoszący muzyki każe jej wybierać - on albo śpiewanie.[7]
Zabrała więc ze sobą syna i podjęła naukę w szkole muzycznej w Szczecinie. Gdy tylko skończyłam 18 lat, we wrześniu zabrałam małe dziecko i uciekłam od męża z domu z Lewina do Szczecina. Tam mieszkała moja siostra z mężem, miałam więc u kogo się zatrzymać.[2]
Jednak mąż piosenkarki postanowił ją odszukać. Odnalazł mnie w końcu u siostry i chciał zmusić do powrotu do domu. Poszedł nawet do dyrektora szkoły. Ale dyrektor wziął moją stronę. -Proszę pana ona nie jest dla pana, a pan nie jest dla niej. Ona ma taki talent, który w tej szkole zdarzył się po raz pierwszy -powiedział mężowi.
Według relacji artystki dyrektor szkoły w Szczecinie napisał list do jej ojca, w którym stwierdził, że taki talent jak mój, zdarza się raz na sto lat. I że powinien pozwolić mi się uczyć. Ojciec płakał ze wzruszenia. Przepraszał mnie i całował po rękach, za to, że tak mnie skrzywdził, zmuszając do zamążpójścia.[2]
Piosenkarka wybaczyła ojcu, bo jak mówi: nie chciał dla mnie źle. Po prostu tak pojmował moje dobro.
[edytuj] Związek z Tadeuszem Kowalczykiem
W roku 1987 w Chicago podczas tourneé z Teatrem Syrena poznała biznesmena polskiego pochodzenia Tadeusza Kowalczyka. Pewnego wieczoru poszliśmy na kolację. Mieliśmy tylu wielbicieli, że zawsze ktoś nas zatrzymywał i zapraszał do stolika. I wtedy pan Kowalczyk się we mnie zakochał. To było romantyczne. Codziennie dostawałam od niego świeże kwiaty, czerwone róże!
Po zakończeniu występów piosenkarka została jeszcze dwa tygodnie dłużej w Stanach Zjednoczonych, na prośbę właścicielki polonijnego klubu Polonez, "...i wtedy to się między nami rozgrzało. Kiedy skończył się angaż, chciałam wyjechać, ale on nie mógł tego znieść. Dlatego nasz ślub odbył się tak szybko[32]
Ich związek przypominał raj, pod koniec zamienił się w piekło. Jego zamiarem była chęć wykorzystania piosenkarki do przyciągania klientów restauracji Orbit, okazał się przebiegłym biznesmenem (...) przestawał ukrywać, że Violetta miała być dobrą inwestycją, kurą znoszącą złote jaja. [7]
Związek zakończył się niepowodzeniem. Piosenkarka powróciła do kraju. Kowalczyk udzielał wielu wywiadów w polonijnej prasie zarzucając Villas m.in. wielogodzinne modły i większe umiłowanie do zwierząt, niż do seksu [7]
Artystka w owym czasie nie wypowiadała się publicznie o związku, stwierdzając tylko w jednym z wywiadów, że znowu zawiodła się na ludziach. Po latach w programie telewizyjnym Krzysztofa Ibisza powiedziała: źle zrobiłam, że tak szybko uwierzyłam. [33]
[edytuj] Syn Krzysztof
Krzysztof Gospodarek pochodzi z pierwszego związku artystki. Jest żonaty, ma syna Macieja, z zawodu jest informatykiem. Mieszka w małym mieszkaniu, w Warszawie. Piosenkarka od 1998 roku nie utrzymywała z nim kontaktu.
Syn Villas za ten stan obwinia wieloletnią gosposię matki - Elżbietę Budzyńską, określaną w mediach jako przyjaciółka, fanka, garderobiana, opiekunka, gosposia, powiernica która skłóciła Villas z całą rodziną, znajomymi. Przekonała, że jesteśmy wrogami czyhającymi tylko na pieniądze. Odcięła ją od wszystkich, żeby manipulować nią i bezwzględnie okradać. Gdy wkradała się w serce mojej matki, była bezdomna. Mieszkała w piwnicy.(...)
Według jego relacji kiedy podczas świąt wielkanocnych odwiedził matkę wraz z synem Maciejem, mieszkającą wówczas w Magdalence, Budzyńska nie pozwoliła mu wejść do domu. Wyszła i powiedziała mu, że matka się go wyrzeka. Wstydzi się go, nie chce mieć z nim nic wspólnego. Jak powiedział: to był cios w samo serce, a najgorsze było to, że matka obserwowała nas przez firankę. Patrzyła na mnie obcym, zimnym wzrokiem.[34]
Stosunki Villas z synem nie były najlepsze, wymagała od niego podporządkowania, chciała go zatrzymać przy sobie. Proponowała by syn po ślubie zamieszkał wraz z żoną Małgorzatą, w wilii, w Magdalence. Według relacji syna artystka jednak starała się być matką.
Na początku 2007 roku Krzysztof Gospodarek spotkał się z matką w szpitalu. Jak powiedział: czuję, jakbym ją odzyskał. Nie wierzyłem już, że kiedykolwiek będę mógł z mamą tak spokojnie, przyjaźnie porozmawiać. Cieszę się, że zdecydowała się na leczenie, bo widzę, jak jej stan się poprawia.
Jednak po niespodziewanym wyjściu piosenkarki ze szpitala jej relacje z synem uległy pogorszeniu, zarzuciła mu, że próbował ją pozbawić majątku. Zdaniem syna stał się znowu wrogiem w oczach mamy, jak mówi: Ona jest chora. Wykorzystuje to grupa ludzi, manipulują nią, bo liczą się dla nich tylko pieniądze, które mogą na niej zarobić.
[edytuj] Religijność
Violetta Villas w wypowiedziach publicznych podkreśla, że jest osobą wierzącą. Jak mówi piosenkarka: przez te wszystkie lata, wiara w Boga była moim fundamentem, siłą, potęgą. Dzisiaj mogę to stwierdzić tak otwarcie, jak powiedziałam. Wiara jest miłością, wiara jest nadzieją, wszystkim (...) Kto zna tę miłość, co mieszka w niedostępnej światłości, to będzie umiał mówić prosto, a jednocześnie pocieszyć inne serca....
Podczas ostatniej pielgrzymki Jana Pawła II do Polski chciała dla niego zaśpiewać, choć nie udało się jej tego zrealizować. Piosenkarka powiedziała : podczas tej pielgrzymki jeździłam za nim cały czas (...) w czasie tych spotkań staję gdzieś z tyłu, nie chcę pchać się do przodu. Lepiej być skromnym i stawać z tyłu niż wywyższać się i stać w pierwszym rzędzie. Villas podkreśla, że papież jest dla niej ważną osobą: w moim sercu jest zawsze najpierwszy tu na Ziemi, ponieważ reprezentuje Boga[35].
Podczas recitali daje wyraz akcentom religijnym, wygłasza też monologi powołując się na Biblię: jaką miarą mierzysz, ważysz i liczysz taką i Tobie odmierzą (...) nie rób drugiemu co Tobie niemiłe (...)[36]. Niejednokrotnie Violetta Villas wykonywała pieśń religijną Z dawna Polski Tyś Królową[37].
Wykonanie piosenki: "Szczęście" poprzedza taką oto dedykacją: "zawsze wtedy, kiedy śpiewam tę pieśń widzę najpiękniejsze oczy z Całunu Turyńskiego".[38].
Według słów piosenkarki, kiedy przebywała w Las Vegas starała się żyć zgodnie z wyznawanymi wartościami: wiedziałam, że wszelki nałóg pochodzi od szatana. Ja bym tam zginęła, bo wciągnęłyby mnie tam narkotyki i alkohol. Sława jest bardzo niebezpieczna (...) chodziłam do kościoła gdy był pusty [20]
Kiedy piosenkarka na przełomie lat 70. i 80. wycofała się tymczasowo z życia publicznego prasa spekulowała, że zamieszkała w jednym z klasztorów w pobliżu Krakowa[1].
Witold Filler w swojej książce pisze, że piosenkarka nie chciała się podporządkować jednemu z funkcjonariuszy władzy komunistycznej, kiedy przed jednym z koncertów nakazano jej zdjęcie krzyżyka. Odwołano wówczas recital uzasadniając to winą piosenkarki.
Na początku lat 90 w jednym z wywiadów prasowych ogłosiła, że chce być świętą[39]. W październiku 2008 podczas konferencji prasowej potwierdziła to pragnienie. Kiedy opiekowała się zwierzętami swoją działalność uzasadniała czerpaniem wzorów z życia św. Franciszka z Asyżu[1]. W Lewinie Kłodzkim zarzucano jej, że mimo akcentowanej religijności, nie była widziana w kościele na niedzielnej mszy. Jednak według relacji osób pomagających piosenkarce w prowadzeniu domu, spędzała wiele godzin na modlitwie[40]. W domu piosenkarki jest kaplica, w której znajduję się m.in figurka Matki Boskiej Fatimskiej oraz obraz św. Faustyny Kowalskiej.[41]
Violetta Villas często występowała na zaproszenie środowisk kościelnych m.in. w roku 2000 występowała na Jasnej Górze dla Rodziny Radia Maryja, latem 2006 roku śpiewała w kościele na górze św. Anny.
W 2004 roku piosenkarka nagrała wraz z ojcem Bogusławem Palecznym płytę "Kolędy serca".
15 kwietnia 2007 piosenkarka uczestniczyła wraz z pielgrzymami we mszy świętej w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, w Łagiewnikach. Jak opisano w jednej z gazet: "na twarzy artystki widać było modlitewne skupienie i wielki spokój ducha (...) nie chciała zwracać na siebie uwagi. Ale było to niemożliwe. Wielu wiernych uśmiechem witało piosenkarkę. Ona sama szybko zniknęła w kolejce do konfesjonału. Pokorna i cicha pogrążyła się w modlitwie". [42] Po mszy powiedziała, że jest tu z potrzeby serca. Bóg daje mi siłę i światło.
Pomimo akcentowanej religijności przez Violettę Villas zarzuca się jej, że nie ma dobrych relacji z najbliższą rodziną. W jednym z programów telewizyjnych piosenkarka stwierdziła, że całe życie jest samotna. Chyba mam to zapisane w swoim życiorysie, w przeznaczeniu (...) Samotność to jest taka dziwna rana i takie małe rozdarte serce, których nie idzie ująć w słowa, bo słowa są za ubogie, żeby umieć to nazwać, co to jest [43]
[edytuj] Schronisko dla zwierząt
Villas znana jest również ze swej dobroczynności dla zwierząt, które często nazywa braćmi mniejszymi[44].
Podczas pobytu w Las Vegas czuła się samotna, miała wówczas psa rasy pudel, do którego mówiła po polsku. Po powrocie z USA przywiozła ze sobą trzy pudle. W nowym domu, w Magdalence, z czasem zaczęła gromadzić się duża ilość psów, a także koty, które niekontrolowanie rozmnażały się, bądź piosenkarka przygarniała je z ulicy. [45]
Po przeprowadzeniu się do Lewina Kłodzkiego na swej przydomowej posesji założyła schronisko dla zwierząt o nazwie "Moi bracia mniejsi"[46], liczące w chwili powstania ok. 150 psów i ponad 300 kotów, a także wiele kóz. Piosenkarka występuje również z koncertami wspierającymi organizacje charytatywne (m.in. Fundacja Prometeusz). Oto w jaki sposób piosenkarka wyjaśnia w wywiadzie z 2001 roku własną działalność na rzecz zwierząt:
- Zawsze na pierwszym miejscu stawiam ludzi. Dopiero potem są zwierzęta, rzeczywiście, bardzo wierne. Od dwudziestu lat opiekuję się skrzywdzonymi psami i kotami, a one odpłacają mi za to przyjaźnią i miłością. (...) Nie są na uwięzi, bo uważam, że trzymanie zwierzęcia na łańcuchu jest niehumanitarne.
Wokół jej schroniska dla zwierząt miało jednak miejsce wiele kontrowersji. Zarzucano jej, że przyjęła do niego za dużo zwierząt i przestała sobie z nimi radzić, na skutek czego stan zwierząt był zły i zaczął zagrażać epidemiologicznie okolicznym gospodarstwom. Negatywne opinie o jej schronisku wydał wojewódzki inspektor sanitarny oraz wszczęto przeciw niej dochodzenie o znęcanie się nad zwierzętami.[47] Dochodzenie zostało jednak zawieszone po tym jak artystka podpisała umowę ze schroniskiem "Azorek" w Obornikach, do którego stopniowo przeniesiono część jej zwierząt, a pozostałe zostały poddane sterylizacji i znajdowały się pod stałą opieką weterynaryjną.[48].
Piosenkarka przeznaczała dochody z recitali na schronisko. Utrzymanie wielu zwierząt rodziło problemy finansowe. Dlatego w roku 2004 zaapelowała o pomoc w utrzymaniu schroniska m.in odpowiedziała polska piosenkarka Edyta Górniak, która wspólnie z rodzicami wybudowała specjalne pomieszczenia dla kotów. [49]
Według relacji sąsiadów piosenkarka sama nosiła ciężkie wiadra z jedzeniem dla psów, pracując ponad własne siły. Pomimo wielu starań artystka przestała sobie radzić z dużą ilością zwierząt, które wciąż się mnożyły. Psy, koty i kozy zamieszkiwały również w domu, doprowadzając go do kompletnej ruiny. [50].
Na początku 2007 lokalne władze samorządowe zdecydowały się zamknąć schronisko, po tym jak Violetta Villas została hospitalizowana. W jednym z portali internetowych podano, że blisko 70 psów z przytuliska zostało odwiezionych do schronisk w Białogardzie i Dzierżoniowie.[51]
Po wyjściu ze szpitala piosenkarka zapowiedziała chęć odzyskania zabranych zwierząt. Tymczasem władze Lewina Kłodzkiego w sierpniu 2008 zapowiedziały zabranie ok. 3 ha ziemi z posesji Villas, z uwagi na zlikwidowanie jej schroniska, by w przyszłości zapobiec jego ponownemu powstaniu.
[edytuj] Pobyt w szpitalu
Od końca grudnia 2006 roku piosenkarka przebywała w szpitalu psychiatrycznym w Stroniu Śląskim, dokąd została przewieziona wieczorem 30 grudnia 2006.
Pianista Maciej Kieres i menadżer Andrzej Sikora zaprzeczali spekulacjom mediów, jakoby pobyt w szpitalu był spowodowany chorobą psychiczną piosenkarki, powołując się na kontakty podczas minionych świąt. Villas miała zaplanowane kolejne recitale.[52] Według relacji współpracowników Violetta Villas powiedziała wyraźnie, że jest tu wbrew własnej woli, że nie podpisywała żadnych dokumentów (...) i że czuje się ubezwłasnowolniona.[53]
Procedura przyjęcia odbyła się w trybie nagłym. Postępowanie w takich wypadkach reguluje ustawa o ochronie zdrowia psychicznego, która w art. 23 stanowi m.in, że przyjęcie osoby bez zgody następuje jeżeli jej zachowanie zagraża bezpośrednio własnemu życiu, albo życiu lub zdrowiu innych osób.
Według relacji pracowników szpitala psychiatrycznego w Stroniu Śląskim Violetta Villas trafiła do ich placówki ze szpitala w Kłodzku. Była skrajnie wyczerpana z powodu niedożywienia. Otrzymała jednoosobowy pokój, podano jej leki psychiatryczne. Jej stan szybko się poprawił. Piosenkarka poprosiła personel szpitala, o to aby nie odwiedzali jej dziennikarze.
Po dwóch tygodniach adwokatowi Zbigniewowi Świtowi udało się uzyskać zgodę Sądu Rejonowego w Kłodzku na kontakt z piosenkarką. Zdaniem adwokata Violetta Villas została hospitalizowana bezpodstawnie. Adwokat złożył doniesienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa i zwrócił się do sądu o wypisanie piosenkarki do domu. W wyniku tych działań Sąd Okręgowy w Świdnicy na wyjazdowym posiedzeniu, które miało miejsce bezpośrednio w szpitalu 12 stycznia 2007, umorzył sprawę o bezpodstawne hospitalizowanie, gdyż sama Violetta Villas wyraziła wolę dobrowolnego poddania się leczeniu.[54] Mecenas piosenkarki oceniał, że jest ona w dobrej formie i mogłaby wyjść ze szpitala w każdej chwili. Według jego relacji: Villas zdecydowała się pozostać na leczeniu dla świętego spokoju, a nie dlatego, że jest chora i tego potrzebuje. Prokuratura na wniosek adwokata ma wyjaśnić okoliczności, w których Violetta Villas została zabrana do szpitala.
Najbliżsi współpracownicy Villas twierdzą, że została ona zamknięta we własnym domu razem z psami i przebywała w zamknięciu przez kilka dni bez jedzenia i picia. Według słów adwokata: po kilku dniach do wycieńczonej, zdenerwowanej i odwodnionej Villas ktoś wezwał karetkę pogotowia. Nie wiemy kto zamknął piosenkarkę w jej domu. Nie wiemy też kto wezwał pogotowie. Mamy nadzieję, że prokuratura wyjaśni tę sprawę. Jak twierdził szwagier artystki, Jan Mulawa, zaniepokoił się, gdy pod koniec grudnia Violetta Villas przestała pojawiać się na podwórku. Według jego relacji, kiedy podszedł do domu zobaczył przez okno, że Villas siedzi tyłem do okna, ale nie było widać, czy żyje, czy nie. Po rozmowie z nim piosenkarka sama poprosiła o lekarza i wezwano pogotowie.
Jedyny syn Violetty Villas - Krzysztof Gospodarek był obecny na wyjazdowym posiedzeniu sądu. Jak powiedział: Spotkałem się z mamą po siedmiu latach, przez ten czas nie mieliśmy kontaktu (...) na jej życzenie. Jak twierdzi: namawiał mamę, aby poddała się leczeniu i ona zgodziła się z nim. Po wyjściu matki ze szpitala zamierza zająć się nią i pomóc w powrocie do zdrowia. [55] Według jego relacji potrzebna jej była pomoc medyczna i taka została udzielona.
W dniu 19 stycznia 2007 r. opuściła szpital w Stroniu Śląskim i udała się na wypoczynek. Po wyjściu ze szpitala Violetta Villas powiedziała: chcę płakać z radości. Bo jak się może czuć człowiek wypuszczony na wolność po takim doświadczeniu. Piosenkarka nie chciała wyjawić szczegółów dotyczących okoliczności, w jakich znalazła się w szpitalu. Potwierdziła jedynie, że ktoś zamknął ją w domu.
W dniu 26 stycznia 2007 odbyła się zapowiadana konferencja prasowa podczas której piosenkarka zarzuciła rodzinie, że próbowała pozbawić ją wolności. Syna Krzysztofa oskarżyła o próbę jej wydziedziczenia. Villas zamierza wrócić do Lewina Kłodzkiego. Podawano informacje, ze jej dom jest remontowany, choć dziennikarskie śledztwo reporterów TVN nie potwierdza tej informacji. Piosenkarka zapowiedziała utworzenie Fundacji im. Violetty Villas zajmującej się ochroną zwierząt, jak i wsparciem dla młodych talentów w dziedzinie muzyki. Planowano kolejne recitale i nagranie nowej płyty.
Po kilku miesiącach w jednym z programów telewizyjnych artystka powiedziała, że przymknięto mnie, uwięziono w tym szpitalu, ponieważ nie dałam się ujarzmić w inny sposób. Violetta Villas jest skomplikowana dosyć wewnętrznie, jeszcze są tacy ludzie, którym nie przebaczę, przyjdzie na to czas. Moje zwierzęta odbiorę z powrotem, nie zostawię ich tam i nie będę już wiaderek nosiła i worków z chlebem, bo będzie ktoś inny to za mnie robił, a ja będę mogła wrócić na scenę i śpiewać.[25]
[edytuj] Recitale
Violetta Villas występuje na zaproszenie różnych środowisk m.in indywidualnych sponsorów, fundacji związanych z ochroną zwierząt, władz lokalnych, środowisk kościelnych.
Podczas organizowanych recitali w skład prezentowanego repertuaru wchodzą m.in.: Ja śpiewam piosenki, List do Matki, Melancholia, Miłością znów żyję, Oczy Czarne, Pocałunek ognia, Przyjdzie na to czas, Strangers in the night, Szczęście, W Lewinie koło Kudowy, Z dawna Polski Tyś Królową.
Chronologiczne ujęcie ostatnich recitali:
- 8 września 2005 roku wystąpiła na Scenie Akademii Muzycznej w Krakowie,
- 20 stycznia 2006 na Scenie Rozmaitości Teatru Nowego w Poznaniu
- 11 marca 2006 w Centrum Kultury w Ostrowie Wielkopolskim
- 28 kwietnia 2006 odbył się koncert w Filharmonii Dolnośląskiej w Jeleniej Górze
- 29 kwietnia 2006 recital w Hotelu Bristol w Kielcach
- 29 lipca 2006 odbył się recital w Krzeszowie, podczas którego zbierano środki finansowe na odbudowę kościółka na górze świętej Anny,
- 3 sierpnia 2006 odbył się recital w Mega Arce, w Kołobrzegu.
- 14 sierpnia 2006 odbył się recital w Górach Mokrych, piosenkarka wystąpiła podczas festiwalu Marii Konopnickiej.
- 29 września 2006 recital w Turzynie (woj. mazowieckie) w Hotelu Kamiza
[edytuj] Rok 2007
Po opuszczeniu szpitala psychiatrycznego piosenkarka poddała się opiece mecenasa i menadżera. Zorganizowano konferencję prasową, na której Villas zapowiedziała powrót na scenę m.in. poprzez nagranie nowej płyty, organizację koncertów w największych polskich miastach. Media żywotnie interesowały się zarówno stanem zdrowia piosenkarki jak i jej dalszą przyszłością, co zapoczątkowało pojawianiem się artystki w różnych programach telewizyjnych i tytułach prasowych.
[edytuj] Wielki come back
18 marca 2007 w programie Uwaga w cyklu reportaży „Kulisy sławy” próbowano odpowiedzieć na pytanie na czym polega fenomen Violetty Villas. Program odbył się na zamku należącym do sympatyków piosenkarki, w którym gościnnie przebywała.
W połowie marca 2007 roku Violetta Villas wystąpiła po raz drugi na nagraniu programu Szansa na sukces, podczas którego wykonywano jej piosenki tj. Nie ma miłości bez zazdrości, Szesnaście lat, Dla Ciebie miły, Całuj gorąco, Przyjdzie na to czas, Oczy Czarne, List do Matki. Eliminacje do programu odbyły się we Wrocławiu, uczestniczyło w nich 909 osób. Emisja programu odbyła się 22 kwietnia 2007, zgromadziła przed telewizorami ponad 4 mln widzów.[56] Na zakończenie programu wspólnie z laureatem Violetta Villas zaśpiewała piosenkę "Całuj gorąco". Piosenkarka zaprezentowała się w nowej, niebieskiej suknii. Z uwagi na duże zainteresowanie powrotem piosenkarki na wielką scenę zdecydowano się w sobotę 5 maja 2007 powtórnie wyemitować koncert "Violetta Villas - taka jestem" z 1999 roku.
1 czerwca 2007 Violetta Villas wystąpiła też w finale programu "Szansa na Sukces", który odbył się w Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Prowadzący program Wojciech Mann zapowiedział piosenkarkę m.in takimi oto słowami: a teraz osoba budząca wszelkiego - powtarzam - wszelkiego rodzaju emocje, nie pozostawiająca żadnej widowni obojętną.... Przy akompaniamencie fortepianu i orkiestry zaśpiewała piosenkę "Pocałunek ognia" oraz na zakończenie programu, w czasie pozaantenowym "Ja jestem już taka" co spotkało się z entuzjastycznym odbiorem ze strony publiczności.
Wystąpienie w programach telewizyjnych uznano w prasie (m.in Super Express) jako zapowiedź powrotu piosenkarki na wielką scenę.
Zainteresowanie piosenkarką skłoniło ją do wydania zapowiadanych kilka lat wcześniej pamiętników, które ukazywały się od 28 kwietnia 2007 przez dwa tygodnie w odcinkach, w jednej z gazet codziennych. W "Pamiętnikach Violetty Villas" artystka opisała ważniejsze wydarzenia ze swojej biografii tj. początek kariery, życie rodzinne, kariera w Las Vegas, pobyt w szpitalu.
10 czerwca 2007 obchodzono 69 - urodziny piosenkarki w pałacu w Jastrowcu. Piosenkarka zaśpiewała z okazji urodzin i 45 - lecia pracy na estradzie. Jak podano w jednym z programów informacyjnych: czekały na nią kwiaty, prezenty i życzenia od przyjaciół. Wspomniano również, że: ma tu powstać jej klub, fani będą mogli oglądać zdjęcia piosenkarki i jej słynne balowe suknie. Artystka zapowiedziała swój powrót na scenę, choć wyraziła obawy. [57]
Na początku czerwca 2007 w jednym z portali internetowych pojawiły się informacja, że piosenkarka podjęła pracę nad zapowiadaną nową płytą, która miała być zachowana w stylu popowo - jazzowym, ale miała też łączyć różne style muzyczne. Według słów Violetty Villas: Moja nowa płyta oddaje mój temperament. Polecam ją szczególnie tym, którzy szukają i wciąż nie ustają w poszukiwaniach. Opiekunowie artystyczni piosenkarki zapowiadali również lekką korektę strojów estradowych Violetty Villas na bardziej stonowane, by dostosować je do charakteru płyty.
Tematyka przygotowań do nagrania płyty została podjęta w jednym z programów telewizji publicznej. Villas przy akompaniamencie fortepianu zaśpiewała fragmenty piosenek, w których pojawiła się tematyka osobistych wątków życiowych. Jak mówiła piosenkarka nowa płyta miała zawierać i dobro i zło, gniew i bunt, miłość, piękno i brzydotę. Myślę, ze będzie to szcześliwa płyta dlatego, że (...) zawsze wtedy gdy człowiek upada, albo dźwiga ciężar jakiś wielki jak krzyż to potem przychodzi zwycięstwo (...)[25] Wydanie nowej płyty zaplanowano na jesień 2007 roku, [58] jednak tymczasowo nie doszła do skutku, po tym jak piosenkarka zerwała współpracę z menadżerem i mecenasem.
W grudniu 2007 artystka wystąpiła jako gość specjalny w programie "Dozwolone od lat 40", w którym wykonała piosenkę "W Lewinie koło Kudowy". W programie ukazywano również starsze nagrania na których występowała piosenkarka. Villas wspominając dawne czasy powiedziała: trochę mi żal tamtych lat co przeleciały i nie pozwolono mi być na miejscu, którym mogłam być. Gościem programu był również Michał Wiśniewski. Na skutek spotkania, piosenkarz zaprosił Villas do swojego domu na wigilię Bożego Narodzenia.
[edytuj] Śledztwo dziennikarskie
24 czerwca 2007 w programie Superwizjer ukazał się materiał pt. Zarobić na gwieździe poświęcony Violetcie Villas. W programie zasugerowano, że piosenkarka była zniewolona przez własnego menadżera Andrzeja Sikorę i adwokata Andrzeja Świta.[59]
Dziennikarka prowadząca śledztwo próbowała odnaleźć aktualne miejsce pobytu piosenkarki, które zostało okryte tajemnicą. Jak ustalono Villas przebywała w jednym z domów, we wsi Grzędy .[59]
Jak cytowano w reportażu piosenkarka jest okupywana przez adwokata i menadżera. Przywołano konferencję prasową po wyjściu ze szpitala piosenkarki, zwrócono uwagę, że podczas konferencji prasowej wypowiedzi artystki były kontrolowane i sterowane. [59]
Jak wynika z dociekań dziennikarskich menadżer Andrzej Sikora nie ma doświadczenia w showbiznessie, wcześniej zajmował się skupem złomu. [59] Od dziennikarki, która pod pretekstem wręczenia prezentu poszukiwała Villas, menadżer miał rzekomo zażądać 8,5 tysiąca złotych za możliwość przekazania prezentu artystce. [59]
W reportażu wskazano, że dom piosenkarki w Lewinie Kłodzkim nadal pozostaje w stanie ruiny, a zapowiadane remonty wcale nie doszły do skutku.[59]
Na początku sierpnia 2007 roku piosenkarka zerwała współpracę z menadżerem Andrzejem Sikorą i adwokatem Andrzejem Świtem i powróciła do rodzinnego domu w Lewinie Kłodzkim. Jak powiedziała: tutaj czuję się najlepiej, otaczają mnie prawdziwi przyjaciele. Piosenkarka podkreśliła, że czuje się oszukana.
[edytuj] Krytyka publikacji prasowych na temat artystki
W programie Magiel towarzyski Karolina Korwin-Piotrowska i Tomasz Kin odnieśli się krytycznie do ostatnich publikacji nt. Violetty Villas (m.in. Fakt, Twoje Imperium, Machina), które ich zdaniem mają na celu poniżenie piosenkarki.
Jak stwierdzili schorowana, samotna kobieta potrzebuje teraz szczególnego wsparcia. Uznano, że informacje prasowe mają na celu poszukiwanie taniej sensacji. Umieszczanie na pierwszych stronach gazet zdjęć artystki z opisem, który często nie jest jej własymi słowami, uznano jako nadużycie.
[edytuj] Rok 2008
Od początku 2008 roku piosenkarka nie pojawiała się publicznie, nie organizowano jej recitali, nie występowała w programach telewizyjnych. Zwracano uwagę na złą sytuację materialną, iż jest bankrutem (...) żyje w biedzie i rozpaczliwie szuka pieniędzy na utrzymanie [60]
W przeszłości na skutek niedopełnienia formalności piosenkarka nie zagwarantowała sobie praw do utworów, co dziś skutkuje, iż większość piosenek Violetty Villas należy do Zaiks-u i Polskich Nagrań. W połowie marca 2008 roku artystka udała się do siedziby Związku Artystów i Kompozytorów Scenicznych w Warszawie, w celu zarejestrowania kilku piosenek. W przyszłości uzyska możliwość otrzymywania wpływów z tantiem.
Tymczasem wokół domu artystki znów pojawiły się psy, które są regularnie dokarmiane przez gosposię. W sierpniu 2008 władze Lewina Kłodzkiego odebrały część dzierżawionej ziemi z posesji piosenkarki na której było zlokalizowane schronisko.
W czerwcu 2008, w jednej z gazet codziennych scharakteryzowano obecną sytuację, w jakiej znajduje się artystka, która żyje w tragicznych warunkach i co rusz pada ofiarą kolejnych oszustów. Konsekwencją artykułu zatytułowanego - Nie pozwolimy upokarzać Villas [61]- stało się wystosowanie listu do ministra kultury i dziedzictwa narodowego z żądaniem o pomoc dla piosenkarki, w którym podkreślano m.in., że osoba zasłużona dla polskiej kultury żyje w warunkach urągających godności człowieka (...) a opieka nad ludźmi zasłużonymi (...) leży w obowiązku państwa”. W odpowiedzi na list, minister kultury i dziedzictwa narodowego obiecał jak najszybszą pomoc artystce, gdyż jego zdaniem: jej zasługi dla polskiej kultury są niepodważalne. Prawdopodobnie piosenkarka otrzymała emeryturę bądź jednorazowe wsparcie finansowe.
[edytuj] Obecna sytuacja piosenkarki
Na przełomie września i października 2008 media zwracają uwagę na niekorzystną sytuację piosenkarki. Zdaniem sąsiadów artystki: „jest ona izolowana przez własną gosposię”. [62] Władze Lewina Kłodzkiego rozważały możliwość wkroczenia do domu artystki, za zgodą prokuratury, by sprawdzić w jakiej formie jest piosenkarka. [63] Według słów jednej z osób pracujących w administracji gminy Lewin Kłodzki Violetta Villas sprawia wrażenie jakby w którymś momencie została wykorzystana, tak ukształtowana przez opiekunkę jakby mówiła własnym głosem, ale inną głową, innymi myślami. [64]
Zdaniem mieszkańców Lewina Kłodzkiego, opiekunka Villas jako jedyna spadkobierczyni, chce przejąć majątek artystki. Elżbieta Budzyńska ubiega się też o dawniej dzierżawiony 3 hektarowy grunt okalający posiadłość. Ta ogromna działka jest bardzo wartościowym terenem dla gminy. Jej wartość rynkowa obecnie wynosi około 2 mln złotych. Pani Elżbieta dokładnie zaplanowała sobie swoją przyszłość na niej, tyle tylko, że bezprawnie. [65] Zamiarem gosposi jest utworzenie winnicy, jak powiedziała: nie po to harowałam tyle lat na rzecz pani Violetty, aby teraz nic z tego nie mieć”. [66]
Według relacji sąsiadów piosenkarki, jej opiekunka codziennie kupuje alkohol w pobliskim sklepie (...) pani Violetta jest zabarykadowana. Jedna z gazet donosi też o pobycie piosenkarki w szpitalu z powodu wycieńczenia alkoholowego. [67]
O niekorzystnej sytuacji artystki wypowiadała się dziennikarka Dorota Pawlak, która wcześniej przygotowywała reportaże o piosenkarce. Stwierdziła, że Villas jest kompletnie izolowana od świata zewnętrznego przez swoją opiekunkę, która