Domaining
Z Wikipedii
| Ten artykuł wymaga dopracowania zgodnie z zaleceniami edycyjnymi. Należy w nim poprawić: styl - powinien mieć encyklopedyczną formę. Po wyeliminowaniu wskazanych powyżej niedoskonałości prosimy usunąć szablon {{Dopracować}} z kodu tego artykułu. |
Domaining można porównać do handlu i obrotu nieruchomościami z tym wyjątkiem, ze przedmiotem transakcji są domeny internetowe. Osoby działające na tym rynku zajmują się zarówno skupowaniem, sprzedawaniem, parkowaniem, jak i kolekcjonowaniem domen internetowych. Domena staje się obecnie miejscem w wirtualnym świecie, gdzie można ulokować portalowy e-biznes, można ją wynająć (np. w celach reklamowych), sprzedać lub kupić, przy czym koszty jej utrzymania są bardzo niskie.
Według danych NASK (narodowy rejestr domen .PL), według stanu na maj 2008 roku, ponad 9% domen zarejestrowanych w .PL stanowiły domeny służące do przekierowywania ruchu na strony z reklamami (tzw. "parkowanie domen"), dla porównania, w styczniu 2008 roku, domeny "parkowane" stanowiły 7% całości domen.
Za to ceny domen na wtórnym rynku nieustannie rosną, a w ślad za tym pojawiają się coraz to nowe sposoby generowania przychodów z zarejestrowanych nazw internetowych. Powiększająca się grupa związana z wtórnym rynkiem domen, określana jako „domainers”, nie ustaje w kreowaniu nowych pomysłów na domenowy biznes. Już w tej chwili codziennością są aukcje i giełdy domen. Na domenach można też zarobić, korzystając z możliwości oferowanych na rynku przez różnorodne serwisy internetowe.
Rozwojowi domainingu sprzyja wprowadzenie takich serwisów jak: Domain Name Tasting polegający na użytkowaniu domeny przez pewien czas (w Polsce to 14 dni) za symboliczną opłatę (1 zł) czy też Wait List Service polegający na wykupieniu prawa do przejęcia domeny ("pierwokupu") w przypadku jej wygaśnięcia.
Domain Parking - parkowanie w dużych serwisach reklamowych; umożliwia uzyskiwanie korzyści za każde kliknięcie w adres, który dzięki zaparkowanej domenie odsłania się użytkownikom Internetu.
Domain Dropcatching - polega na monitorowaniu rynku domen pod kątem prób przechwycenia atrakcyjnych nazw domen, które zostały z różnych względów „uwolnione”.
Spis treści |
[edytuj] Król domen
Rick Schwartz uważany jest przez większość ludzi z branży za wizjonera i króla domen jeśli chodzi o domaining. W połowie lat 90-tych jako jeden z nielicznych ludzi na świecie dostrzegł on bowiem ogromny potencjał, który tkwi w domenach internetowych. Na dzień dzisiejszy jego portfolio liczy prawie 5 tysięcy domen internetowych dot com, z czego dużą liczbę stanowią domeny premium, np candy.com, a on sam jest milionerem, który zbudował swoją fortunę na na "nieruchomościach internetowych".
[edytuj] Najgłośniejsze przekręty
Ponieważ domaining to duże pieniądze, w ciągu ostatnich kilku lat miało miejsce kilka spektakularnych przekrętów, o których warto wspomnieć. Ranking awantur domenowych otwiera głośna próba nielegalnego przejęcia domeny Sex.com. Przez ostatnie parę lat za właściciela tej domeny uważał się Stephen Cohen. W październiku 1995 r. skierował on do Network Solutions, firmy rejestrującej adresy internetowe, wniosek w którym podawał, że Gary Kremen (Kremen zarejestrował domenę sex.com w Network Solutions w 1994 roku) zrzekł się swoich praw na jego korzyść. Wniosek ten został zaakceptowany przez Network Solutions w ciągu zaledwie dwóch dni. Kremen cały czas utrzymywał, że Cohen podrobił dokument i bezprawnie wszedł w posiadanie domeny i skierował sprawę do sądu. Jednak początkowo sąd oddalił pozew, ponieważ przedsiębiorca nie korzystał z domeny zanim zmieniła ona właściciela. Sąd później oddalił zarzuty Kremena o kradzież, natomiast wszczął postępowanie pod zarzutem nieuczciwej konkurencji. Podczas decydującej rozprawy Cohen utrzymywał, że kupił prawa do sex.com od spółki Online Classifieds za tysiąc dolarów. "Przecież to moja spółka, która nie sprzedała żadnych praw własności Cohenowi" - oświadczył Kremen. Stephen Cohen, człowiek, który oszukał firmę Network Solutions, przedstawiając się siedem lat temu jej jako właściciel domeny sex.com, został skazany przez amerykański sąd federalny na 65 milionów odszkodowania. Wyrok ten zamyka pięcioletnią sądową batalię rozpoczętą przez Garry'ego Kremena, pierwszego i jedynego uprawnionego właściciela domeny. Sprawa Cohena pokazuje jak istotnym elementem internetowej gospodarki są domeny - ich atrakcyjne, łatwe do zapamiętania nazwy są odpowiednikami lokalizacji przy ruchliwej ulicy w centrum miasta. Drugą bardzo głośną sprawą było przejęcie domeny Google.de. Na początku 2007 roku, użytkownicy niemieckiej strony wyszukiwarki Google zobaczyli niezwykły komunikat. Po wybraniu adresu, okazywało się, że nie ma tam żadnej strony. Pod adresem www.google.de ukazało się logo niemieckiej firmy Goneo - dostawcy usług internetowych - i informacja, że na stronie nie ma chwilowo żadnych materiałów. Nieznany klient przekonał firmę Goneo, że to on jest właścicielem domeny - donosi serwis Spiegel Online. Nie wiadomo kto ukradł na kilka godzin popularną niemiecką domenę firmie Google. 13 stycznia ktoś - nie wiadomo kto - złożył w firmie Goneo zamówienie na ten adres. W Niemczech obowiązuje przepis pozwalający na przejęcie adresu w domenie narodowej de, jeśli jej prawowity właściciel nie zareaguje na zapytanie w tej sprawie. Firma Goneo przekazała zamówienie do firmy Denic, administratora domeny narodowej. Ta z kolei przesłała odpowiednie zapytanie do firmy, która zarządza domeną google.de. Jednak adresat zignorował przesyłkę, więc zamówienie na adres najpopularniejszej przeglądarki w poniedziałek zostało zrealizowane. Przekierowanie zaczęło działać około jedenastej wieczorem. Więcej nawet - tego dnia zostały zrealizowane dwa takie zamówienia, bo identyczne otrzymała jeszcze jedna firma. W efekcie, gdy użytkownicy zaalarmowali Goneo i firma powiadomiła o kradzieży administratora, domena zaczęła odsyłać do identycznego powiadomienia firmowanego przez logo Favo. We wtorek nad ranem przeglądarka Google odzyskała w końcu swój niemiecki adres. Liczni użytkownicy, którzy zaalarmowali Goneo, byli przekonani, że firma włamała się na ich komputery, żeby reklamować się na stronie startowej ich przeglądarek. Takie zamieszanie było możliwe dzięki kontrowersyjnemu przepisowi, ale także dzięki temu, że zamówienia zostały złożone elektronicznie i nikt ich nie kontrolował. Tajemniczy klient twierdził, że jest właścicielem adresu, a firmy działały automatycznie. W wyniku zaniedbania, również po stronie niemieckiego dostawcy Google'a nikt nie zareagował. W podobny sposób jakiś czas temu jakiś ktoś ukradł na chwilę adres ebay.de popularnemu serwisowi aukcyjnemu. Następnymi głośnymi sprawami było zamieszanie w około domen Trans.eu i Vw.net. W lipcu zeszłego roku spółka Logintrans wszczęła przed Sądem Arbitrażowym w Pradze (ADR.eu - organ uprawniony do rozstrzygania sporów o domeny europejskie) postępowanie przeciwko holenderskiej firmie Traffic Web Holding BV, która zarejestrowała europejską domenę trans.eu. Prawnicy reprezentujący spółkę Logintrans postanowili wykazać, że Holendrzy działali w złej wierze, wykorzystując domenę www.trans.eu dla celów komercyjnych, niezgodnych z zakresem ochrony znaku towarowego. Pikanterii całej sprawie dodawał fakt, że spółka z Holandii w taki sam sposób już pierwszego dnia rejestracji przejęła ponad 500 adresów .eu, w tym domeny z adresami wielu europejskich miast , m.in. www.paris.eu, www.copenhagen.eu, www.london.eu, www.prague.eu, a także www.warsaw.eu. Do masowej rejestracji domen TWH wykorzystał m.in. znaki towarowe zarejestrowane w krótkim czasie w Beneluksie. - W procesie o domenę trans.eu musieliśmy przede wszystkim wykazać prawa Logintrans do domeny trans.eu. Przykład władz Sztokholmu, które przegrały spór o domenę stockholm.eu, bo nie wykazały właściwie swoich praw do nazwy miasta był dla nas dobrym ostrzeżeniem - mówi Łukasz Czernicki rzecznik patentowy z Kancelarii Wiński. Należało także przekonać sędziów, że Holendrzy, którzy nabyli domenę działali w złej wierze. Nie było to proste choćby z tego względu, że nikt wcześniej nie podniósł takiego zarzutu w procesie przed ADR.eu. - dodaje Czernicki. Ale udało się. Domena na mocy wyroku przeszła w ręce polaków. Odnośnie domeny Vw.net to w 1999 roku Stanach Zjednoczonych Volkswagen of America przegrał sprawę sądową z mało znaną firmą Virtual Works, która to jako swój adres internetowy używa nazwy vw.net. Znany producent samochodów uważał, iż posiada wyłączne prawo do domeny VW, a zaistniała sytuacją narusza jego prawo do wyłącznego używania tej nazwy. Volkswagen wystąpił do Virtual Works z żądaniem zaprzestania używania adresu - vw.net - oraz zwrócił się z prośbą do Network Solutions, organizacji zajmującej się zarządzaniem domenami w USA, o zawieszenie domeny vw.net. Działania te spowodowały wystąpienie Virtual Works do sądu federalnego, gdzie sprawa ta została rozstrzygnięta na jej korzyść. Zdaniem sędziego sam fakt, że dany znak towarowy przynależy do jakiegoś przedsiębiorstwa, nie nadaje mu automatycznie wyłączności w wykorzystywaniu tej nazwy do rejestrowania domen internetowych. (Sytuacja ta miała miejsce przed wprowadzeniem ustawy, która miała chronić interesy właścicieli znaków towarowych czy też słynnych nazwisk w przypadkach bezprawnego zawłaszczania bądź podkupienia przynależnych do nich domen przez inne firmy). Jeśli chodzi o domaining w Polsce to my również mieliśmy kilka głośnych spraw. Polski ranking otwiera domena Microsoft.pl Domeny www.microsoft.pl oraz www.microsoft.com.pl na pierwszy rzut oka z samej nazwy wskazują, że należą do Polskiego oddziału firmy Microsoft. Jednak od 2000 roku prawowitym dysponentem tych domen był Robert Rudecki, który założył działalność gospodarczą pod nazwą Microsoft. Firma NASK, w której domena była rejestrowana, nie miała żadnego sprzeciwu co do ich rejestracji na podstawie obowiązujących w owym czasie Zasad Rejestracji i Utrzymania Domen Internetowych. Pikanterii całej sprawie dodaje jednak fakt, że domeny te niespodziewanie zmieniły prawowitego właściciela i nie do końca jest pewne, że zostało to zrobione zgodnie z prawem. Z początku domeny służyły do przedstawienia oferty firmy pana Rudeckiego, jednak po wysyłanych złośliwych uwagach użytkowników Internetu, pan Rudecki postanowił "zdjąć" informacje ze swoich witryn internetowych i od dłuższego czasu domeny te niczemu nie służyły oprócz zliczania odwiedzin (ponad 4 mln od roku 2000) oraz poinformowaniu Internautów o tym, że to nie jest strona Microsoft Corporation z podaniem właściwego linku do potentata z Redmond. Po krótkim i bezowocnym kontakcie z firmą Microsoft sp. z o.o w roku 2003 czyli po ponad 2 i pół roku od chwili zarejestrowania domen, Robert Rudecki postanowił sprzedać domenę microsoft.pl w serwisie aukcyjnym Allegro. Administratorzy serwisu Allegro jednak usunęli aukcję za przyczynę podając troskę o bezpieczeństwo użytkowników a także z powodu naruszenia pkt. 17.1 regulaminu Allegro. A zatem sprzedaż domeny niestety nie doszła do skutku - najwyższa wylicytowana kwota sięgnęła ok. 25 000 zł. Po kolei aukcja przechodziła przez serwisy Aukcje24 (wylicytowana kwota: 10 050 zł) oraz Polano (120 100 zł). Ze wszystkich serwisów aukcyjnych aukcja została usunięta. Pomysł na aukcję narodził się, gdy od pewnego czasu wysyłane były przez działającego w imieniu Microsoft Corporation pana Szymona Gogulskiego pisma do firmy utrzymującej wpisy DNS domen Roberta Rudeckiego, w których zawarte były informacje m.in. o nieuczciwej konkurencji oraz naruszenia praw do znaków towarowych i nazwy handlowej firmy z Redmond. Z informacji przedstawionych w opisie aukcji wynikało, że od czasu zaistnienia firmy Microsoft Corporation na polskim rynku nie byli oni zainteresowani tą domeną, aż do zeszłego roku. Wtedy to kancelaria SKS z Warszawy chciała w imieniu Microsoftu przejąć domenę za kwotę 0 (zero) zł. Jak twierdzi obecny właściciel domeny, prawnik z w/w kancelarii do tej pory nie przedstawił pełnomocnictwa do reprezentowania firmy Microsoft Corp. w tej sprawie. Domeny microsoft.pl, microsoft.com.pl, microsoft.priv.pl oraz microsoft.edu.pl należące do Roberta Rudeckiego zmieniły niespodziewanie właściciela i nie do końca jest pewne, że zostało to zrobione zgodnie z prawem. Sprawa posiada zbyt wiele wątków, żeby jednoznacznie określić, kto tu ma rację. Jedno jest pewne - NASK, odbierając Robertowi Rudeckiemu jego domeny na podstawie wyroku sądu (wyrok 1 i wyrok 2), w którym nie ma nic na temat przekazania prawa do dysponowania domenami przez Microsoft Corporation, popełnił duży błąd. A zatem dużo wskazuje na to, że podobna nazwa firmy oraz domen mogły zostać potraktowane przez firmę Microsoft jako cybersquating (celowe używanie nazw i znanych marek - zwykle na szkodę "ofiary"). Faktem jest jednak to, że domeny zostały nabyte legalnie przez Rudeckiego a także w legalny sposób były używane. Z rejestracją firmy również nie było problemów - w końcu nikt nie zapytał, "dlaczego Microsoft". Należy w tym miejscu dodać, że Rudecki zgłosił w roku 2000 do rejestracji w Urzędzie Patentowym RP znak MICROSOFT w klasach 5 oraz 35 (zioła i handel ziołami) więc w żaden sposób nie naruszał interesów firmy z Redmond posiadającej swoje znaki towarowe w zupełnie innych klasach więc ryzyko tzw. konfuzji znaków towarowych nie może mieć miejsca. Czy błąd popełnił pan Rudecki rejestrując swoją firmę i wykupując domeny? Może problem leży w polskim prawie? A może po prostu w jego niewłaściwej interpretacji czy wreszcie nadinterpretacji?
[edytuj] Domainer
Domainer to określenie przyjęte, dla osób zajmujących się domainingiem. Domainersi/domeniarze to osoby zajmujące się skupowaniem, sprzedawanie, kolekcjonowaniem i parkowaniem domen internetowych. W grudniu 2006 USA Today opublikował raport z informacja, ze w globalnej sieci internet działa około 10,000 osób zajmujących się Domainingiem[1]
[edytuj] Zobacz też
- Cybersquatting
- Porywanie URL (ang. URL hijacking/Typosquatting)
Przypisy
| Nowak: nazwiskiem Sikorskiego nie można żonglować |
Rząd zgłosi kandydaturę Radosława Sikorskiego na sekretarza generalnego NATO tylko wtedy, kiedy będzie miał pewność powodzenia jego kandydatury. - Powinniśmy zabiegać, ale po cichu - uważa Sławomir Nowak. |
| J.Kaczyński: PiS przedstawi propozycje w sprawie kryzysu |
- Prawo i Sprawiedliwość przedstawi w czwartek propozycje dotyczące działań w czasie kryzysu gospodarczego - zapowiedział w radiowej "Trójce" prezes PiS Jarosław Kaczyński. "Co uczynić, aby Polska gospodarka ucierpiała możliwie jak najmniej" - dodał. |
| Z klubu PiS odszedł kolejny poseł |
Andrzej Walkowiak, poseł z Bydgoszczy, przeszedł z sejmowego klubu PiS do koła Polska XXI - podało Radio Zet. |
| Kurski: Kryzys gazowy, a Tusk w Dolomitach. Kompromitacja |
- Jest jedna wielka kompromitacja, bo kiedy dzieją się te napięcia gazowe, gdzie pan premier Donald Tusk? Na nartach w Dolomitach! - oburzał się w "Kontrwywiadzie" RMF poseł PiS Jacek Kurski. W radiu ZET premiera bronił szef jego gabinetu politycznego: - Trzy dni urlopu trudno uznać za jakieś szałowe wakacje - mówił Sławomir Nowak. |
| Wywiad z Sikorskim: Nie zaostrzać dyskursu z Rosją |
W wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych, mówi o zaangażowaniu Unii Europejskiej w gazowy konflikt między Rosją i Ukrainą oraz o realizacji energetycznych celów Polski we Wspólnocie. Ujawnia też, że Ukraina przegapiła szansę na otrzymanie planu na rzecz członkostwa w NATO. |
| Śliski poranek: wypadki na drogach |
Odblokowana jest już droga krajowa nr 10 przy wjeździe na obwodnicę Torunia w Lubiczu, gdzie zderzyły się cztery samochody. Jedna osoba została ranna. W Małopolsce autobus z górnikami wjechał w drzewo. |
| Gehenna z meldunkiem przejdzie do lamusa? |
Zamiast obowiązku meldunkowego wprowadzimy uproszczone formalności; zarejestrowania pobytu będzie można dokonać drogą elektroniczną - mówi w wywiadzie dla "Gazety Prawnej" wiceminister SWiA Witold Drożdż. |
| Farfał: zmiana w TVP nie była zaaranżowana |
Nowy szef TVP Piotr Farfał zapewnia w "Dzienniku", że pochodzące z PiS sugestie, iż zmiana zarządu telewizji publicznej była zaaranżowana w budynkach ministerialnych, jest nieprawdziwa. |
| Abp Kowalczyk i o. Hejmo mieli jednego opiekuna? |
Dzisiejszy nuncjusz apostolski w Polsce apb Józef Kowalczyk, którego tajne służby PRL zarejestrowały bez jego wiedzy jako kontakt informacyjny, przekazywał informacje temu samemu rezydentowi wywiadu co ojciec Konrad Hejmo - donosi „Rzeczpospolita". |
| Tomasz Nałęcz wraca do polityki |
Tomasz Nałęcz przyjął zaproszenie na inauguracyjne spotkanie koalicji SdPl - PD - Zieloni firmowanej przez Dariusza Rosatiego, Janusza Onyszkiewicza i Marka Borowskiego. - Zgodził się uczestniczyć w budowie nowej centrolewicy - twierdzą organizatorzy. |

